11 lipca 2006

# 197

Wolę pomidory niż ogórki, fetę niż twarożek, kokosy niż ananasy i lato niż zimę wolę - pomimo tych cholernych upałów, od których jestem senna i sponiewierana, więc bombarduję się kofeiną ile wlezie, by utrzymać głowę w pionie.
Yes yes yes (pozdrawiam Cię, Kaziu), mam jeszcze sesję.

Moja droga współlokatorka w Szkocji, tymczasem współlokatorka "zastępcza", na czas wakacji taka, jest jednym z poważniejszych czynników wzmagających mój wkurw: aktualnie romatycznymi piosenkami typu You are not alone - Michaela Jacksona (kto w ogóle jeszcze słucha czegoś takiego???), ponieważ pokłóciła się z chłopakiem.

Och ftłafne to życie jest.

Poza tym, jak ją tak obserwuję, to śmiało można o niej rzec: creepy one. Ma zapasy spożywcze, które nie mieszczą się na kilku półkach, wypchaną po brzegi lodówkę, żarcie upycha nawet na mojej części, je tylko kisiel, a waży raczej niewiele. Słucha teraz Maraji Karej, idę dać jej w pysk.

Can liiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiveeeeeeeeee, what living is without youuuuuuuuuuuuuuuuuu...

Brak komentarzy: